sobota, 24 sierpnia 2019

Chabarowsk - Fale Amuru

Chabarowsk, 22 sierpnia (czwartek), godzina 20:00 czasu lokalnego (CET + 8h)

Przedostatnim punktem naszej podróży był Chabarowsk, ponad półmilionowe miasto nad Amurem, położone zaledwie 30 km od granicy z Chinami. Jest to jednocześnie najbardziej na wschód wysunięte miasto na trasie Kolei Transsyberyjskiej - bardziej na wschód od Korei oraz na podobnej długości geograficznej co japońska Hiroszima. Od Warszawy dzieli nas „jedynie” 9583 kilometry.


Do Chabarowska dotarliśmy późnym wieczorem w środę, na dworcu przekonaliśmy się że nadal usiłuje tu funkcjonować (raczej bez powodzenia) mafia taksówkarska - pierwszy zapytany taksówkarz zawołał 500 rubli za kurs nie dłuższy niż 2 km, po tym jak go wyśmialiśmy i odeszliśmy kawałek dalej, zaraz zatrzymał się koło nas zwykły kierowca jadący z dworca, który chciał sobie dorobić i zabrał nas na zasadzie „dogoworimsa”, a 200 rubli na koniec kursu jak najbardziej mu odpowiadało. Po zjedzeniu bardzo smacznej kolacji poszliśmy jeszcze na karaoke w naszym hotelu, dzięki czemu miałem okazję poznać kilka nowych rosyjskich przebojów.

Następnego dnia, wbrew prognozom zapowiadającym całodzienne silne opady, deszcz padał tylko rano. Udało się dzięki temu zrealizować bardzo intensywny program zwiedzania - a nie było łatwo bo centralna część Chabarowska nie jest może bardzo rozległa, za to są dość znaczne różnice poziomów.

Zaczęliśmy od, jakżeby inaczej, pomnika Lenina (tutaj relatywnie niewielki), a następnie przeszliśmy do Soboru Zaśnięcia Matki Bożej, zbudowanego na początku XXI wieku. W soborze dostrzegalna jest bliskość Chin, mamy m.in. słowa modlitwy Ojcze Nasz po chińsku oraz panteon chińskich świętych. Samo miasto wygląda jednak europejsko, z szerokimi ulicami i chodnikami oraz secesyjnymi i modernistycznymi kamienicami przeplatanymi z socrealistycznymi gmachami i nowoczesnymi wieżowcami przypomina nieco Bałkany. 








Kolejnym punktem zwiedzania był Pomnik Zwycięstwa, który zrobił na nas bardzo duże wrażenie, mimo że nie był bynajmniej pierwszym z odwiedzonych pomników zwycięstwa i poprzeczka była zawieszona wysoko. Monumentalny brutalizm at its best, do tego poustawiane kilka lat temu czarne marmurowe tablice gęsto zapisane nazwiskami poległych oraz drugi plan, na który składają się stojące na wzgórzu Sobór Przemienienia Pańskiego oraz gmaszysko radia i telewizji. Na gmachu zaś dodatkowo zestawienie wszystkich orderów i wyróżnień związanych z rosyjskim Dalekim Wschodem (ordery dla miast, kołchozów, kombinatów, gazet itd.). 








Jeśli chodzi o wnętrza rosyjskich cerkwi, to ciekawą różnicą w stosunku do naszych kościołów jest inskrypcja na krzyżu - tutaj nie mamy INRI tylko INCI (swojskie „Car” zamiast łacińskiego „Rex”).


Po zwiedzeniu soboru poszliśmy na bulwary nad Amurem. Poziom wody był bardzo wysoki, brakowało mniej niż pół metra do przelania się przez wały, a niższe poziomy zostały już dawno zalane. Dało się jednak zauważyć, że wysoki stan Amuru i zalewanie niżej położonych terenów jest tutaj chlebem powszednim, ponieważ wszyscy spacerowali sobie po bulwarach i nikt nic sobie nie robił z zagrożenia powodziowego, dopiero w pobliżu wesołego miasteczka i stadionu zauważyliśmy pierwsze dodatkowe umocnienia i worki z piaskiem.







Stadion im. Lenina to arena, na której występuje miejscowa drużyna piłkarska SKA Chabarowsk. Dwa sezony temu SKA Chabarowsk występował nawet w rosyjskiej ekstralidze i większość drużyn bardzo cieszyła się z jego spadku, ponieważ dzięki temu unikają długiej i męczącej podróży (piłkarze z Chabarowska musieli latać do Moskwy, Petersburga czy innego Kazania co dwie kolejki, no ale dla nich to już standard). Inna sprawa, że dla klubów w pierwszej lidze rosyjskiej podróże muszą naprawdę obciążać budżety - taka Bałtika Kaliningrad musi zagrać i w Chabarowsku, i we Władywostoku z Łucz-Energiją, Tomsk czy Krasnojarsk to przy tym w zasadzie krótkie wyjazdy. A swoją drogą, to ciekawie byłoby kiedyś zobaczyć taki SKA Chabarowsk albo Łucz Władywostok w europejskich pucharach, nasze kluby dopiero miałyby usprawiedliwienie porażki długą podróżą i zmianą czasu (ciekawe, czy taki Fylkir Reykiavik to leciałby do Władywostoku na wschód, czy już raczej na zachód nad biegunem). W Chabarowsku jednak popularniejsze od piłki jest / są bandy, a w 2015 i 2018 na miejscowej arenie „Jerofiej” odbywały się mistrzostwa świata w tej grze. Obok stadionu była też aleja medalistów olimpijskich z regionu Chabarowskiego, było ich zaskakująco dużo.  




W Chabarowsku udało się również zobaczyć pomniki dwóch marszałków Związku Radzieckiego - Rodiona Malinowskiego i Aleksandra Wasiliewskiego, kapliczkę poświęconą Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej (rzadkie połączenie), tabliczkę na cześć wizyty Kim Dzong Ila w 2001 oraz monument „Chabarowsk - miasto wojennej sławy”. 








W dniu naszej wizyty w Chabarowsku miały miejsce obchody Święta Flagi Rosyjskiej, nie byliśmy wprawdzie na głównej imprezie ale widzieliśmy trenującą młodzież, w tym putinowską młodzieżówkę wojskową Junarmię (Młoda Armia), takie trochę Putin-Jugend.


M

Na koniec zeszliśmy jeszcze do parku rozpadającym się schodami, których to młodzież z Chabarowska nie miała jak naprawić ale przynajmniej próbowała wesoło pomalować, a w parku znaleźliśmy pomnik „We choose life”, który okazał się przedstawiać buty depczące paczkę papierosów. 








A, w całej Rosji odbywają się wkrótce wybory samorządowe, w Chabarowsku po raz pierwszy udało nam się dostrzec plakaty Komunistycznej Partii Rosji. Kandydat Siergiej Ilin wygląda jak typowy Sebix z Pragi lub innego osiedla chruszczówek na rosyjskiej prowincji, a program pt. skończyć z władzą „żulików i złodziei”, praca dla Rosjan a nie migrantów, cofniemy reformę emerytalną itp. brzmi dziwnie znajomo.



Do tego jeszcze na odrębne wpisy zasłużyły chabarowskie tramwaje oraz muzeum, które było muzeum wszystkiego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz